środa, 21 marca 2018

Kiszona kapusta pekińska z zaskakującymi dodatkami




Nie, nie będzie to kimchi, ale dodatek imbiru nada jej lekko pikantny smak z nutką orientu. Każdy wie że kiszonki to samo zdrowie. To najlepszy probiotyk dla naszych jelit. To doskonałe źródło kwasu mlekowego, regulującego florę bakteryjną w naszych jelitach. A dobra flora to nasza odporność.
Kapustę kiszoną, ogórki czy nawet zakwas buraczany zna każdy. Najsmaczniejsze są własnoręcznie ukiszone, ale i one potrafią się znudzić jedzone za często. Monotonia w kuchni nie jest dobra :)

Kiszona kapusta pekińska z pomarańczą i innymi dodatkami

Zainspirowana pewną grupą na Facebooku postanowiłam ukisić własną wersję pekinki. Nie trzeba długo czekać, po 2-3 dniach, zależnie od temperatury jest dobra do jedzenia. Pyszna zarówno podjadana prosto ze słoja jak i jako surówka. 

Składniki:

1 główka poszatkowanej pekinki
1 papryka pokrojona w paseczki
3 pomarańcze obrane i pozbawione białej błonki, pokrojone w ćwierćplasterki
1 gruszka pokrojona w plasterki
2 pęczki rzodkiewki pokrojone w ćwiartki (może być i biała rzodkiew)
pół pęczka koperku posiekanego

Dodatkowo:

1 Łyżka soli, 
1 łyżka płatków papryki słodkiej
0,5 łyżeczki płatków papryki ostrej 
2-3 cm korzenia imbiru, startego lub drobno posiekanego


Warzywa i owoce wymieszaj w dużej misce, dodaj przyprawy i trochę powygniataj, aż poczujesz że kapusta puszcza sok. Przykryj i odstaw na 2 godziny. Po tym czasie zapakuj do słoika, zalej sokiem, który puściły warzywa i owoce, zakręć i odstaw w ciepłe miejsce. Dobrze było by docisnąć kapustę jakimś słoikiem czy talerzykiem, żeby nie wypływała na górę. Codziennie trzeba odgazować, przemieszać lekko i przykryć sokiem, żeby się nie zepsuło. Sprawdzaj też smak. Jak jest już tak kwaśna jak chcesz, przerwij proces kiszenia wkładając do lodówki, jeśli nie, zostaw jeszcze na jeden dzień.


Surówka z kiszonej pekinki

Miseczka ukiszonej kapusty,
pół czerwonej cebuli pokrojonej w półplasterki lub kostkę
pół jabłka startego na dużych oczkach
jedna marchewka starta jak jabłko
garść pestek granatu  

Wszystko wymieszać, polać łyżką lub dwoma dobrego oleju zimno-tłoczonego, dla odrobiny słodyczy można dodać syrop klonowy lub trochę cukru. Wymieszać i gotowe.





środa, 7 marca 2018

Krem do prania DIY. Mega skoncentrowany detergent

        Mój dom z biegiem czasu obrastał w kolejny niezbędny detergent, środek czyszczący, płyn zmiękczający, środek do czyszczenia toalet zabijający wszelkie bakterie i wirusy, płyn do mycia parkietów, płyn do prania dywanów, proszek, płyn do prania... Mogła bym tak wymieniać i wymieniać jeszcze długo. 
Tylko czy jest mi to wszystko potrzebne? Taka mnogość preparatów, producenci wmówili mi że tak. A ja, dobry konsument, kupowałam kolejny niezbędny środek. Czas się przebudzić. Czy te detergenty są bezpieczne dla mnie i mojej rodziny? Dla środowiska i zwierząt? Wątpię. Nie, nie wątpię, ja wiem że nie są.  Poza tym, te miliony monet, które na to wszystko wydałam. Marzę o dniu, w którym stwierdzę, że do sprzątania wystarczy mi ocet, soda i jeszcze kilka innych przyjaznych środowisku rzeczy. Ale powoli, ja dopiero się rozpędzam :)

         Postanowiłam poszukać dla tej chemii naprawdę dobrej i bezpiecznej alternatywy. W tym celu zajrzałam na Pinterest, do kopalni świetnych pomysłów. Znalazłam detergent, zawierający w sobie tylko kilka składników i nie zajmujący dużo miejsca w łazience. Używa się go tylko jedną łyżkę na wsad pralki. Ideał. Przepis powstał w USA, więc nie wszystkie składniki mogłam przenieść na nasze realia, np mydło użyte w oryginalnym przepisie, raczej nie do dostania tutaj, poza tym nie pasowało mi składem. Wolałam użyć coś naturalniejszego, naszego. Użyłam szarego mydła. W składzie jest też boraks. Dość kontrowersyjny, niektórzy mówią, że trujący, wpływa na płodność. Poczytałam trochę, boraks występuje naturalnie w przyrodzie, znalazłam też porównanie jego toksyczności, z toksycznością soli kuchennej. No i wyszło na to, że jest od niej bezpieczniejszy. Dość gadania. 

Co będzie nam potrzebne:


0,5 szkl. sody kalcynowanej
0,5 szkl. Boraksu
70g mydła (szare, marsylskie, kastylijskie, robiłam też z galasowym odplamiającym)
1,5 szkl. wody gorącej  do rozpuszczenia mydła i jeszcze trochę do uzupełnienia.

Poza tym:

Blender ręczny,
Słoik litrowy albo inne naczynie ze skalą

Mydło trzeba zetrzeć na tarce albo rozdrobnić go innym sposobem. Ważne, żeby było dość mocno rozdrobnione, wtedy szybko się rozpuści. Można wsypać je do słoika o pojemności ok 1 litra, albo do innego naczynia z miarką. Zalać je gorącą wodą i poczekać do rozpuszczenia i ochłodzenia. Po tym czasie w naczyniu będziemy mieć galaretkę mydlaną. Proponuję ją rozdrobnić nożem lub jakimś widelcem. Wsypujemy sodę kalcynowaną (to coś innego niż soda oczyszczona, nie można jej tu stosować zamiennie) i boraks, zalewamy gorącą wodą tyle, żeby zostało jeszcze trochę miejsca w słoju. Teraz bierzemy blender ręczny i miksujemy aż uzyskamy konsystencję majonezu :D



Prawda że proste? I skuteczne! Na początku nie mogłam uwierzyć że to może działać, no bo jak? Ani nie wytwarza jakichś większych ilości piany, poza tym, tylko łyżka? Zrobiłam pół porcji i się zakochałam. Pranie wyszło z pralki czyściutkie, pachnące świeżością. Czego chcieć więcej? Jako zmiękczacza, używam 1/4 szklanki octu. Jego zapach szybko się ulatnia. A jaka oszczędność! Wg pomysłodawcy powinno starczyć na 64 prania. Nie chce mi się tego sprawdzać, ucieszę się jak wypiorę 50 pralek ubrań. A ile bardziej bezpieczne dla mojej rodziny i środowiska, co nie jest mi obojętne. Co prawda nie mamy problemów z alergią skórną, ale myślę, że ten przepis się świetnie w takich przypadkach sprawdzi.

Mam za sobą próby produkcji płynów do prania. Niby działają, ale te ogromne ilości, gdzie to przechowywać? I to rozwarstwianie się, nie mam tyle sił, żeby wielkimi słojami czy butlami potrząsać przed użyciem. No co, leniwa jestem, przyznaję się. Proszki do mnie nie przemawiają, no nie lubię ich i już.

Kolejnym etapem będzie własnoręczne wyprodukowanie mydła gospodarczego, potrzebnego do produkcji tego kremu. Już nawet znalazłam przepis, ale o tym kiedy indziej, muszę zgromadzić potrzebne składniki.


Tu link do oryginalnego przepisu, imponująca jest też liczba pozytywnych komentarzy pod tym przepisem.



sobota, 26 sierpnia 2017

Wełniane kule do suszarki bębnowej DIY

      Wełniane kule pomagają oszczędzać energię, podczas suszenia, skracają cykl nawet o 25%. Zapobiegają elektryzowaniu się prania i zmiękczają je. Poprawiają też przepływ ciepła bo rozluźniają pranie. Nie trzeba używać chemii do zmiękczania, a to ma duże znaczenie dla alergików i małych dzieci. To chyba wystarczające argumenty, żeby je mieć. Można zrobić je własnoręcznie. Najbardziej ekologiczny sposób, to wykorzystanie wełnianej odzieży, której nie używamy. Ja kupiłam w second hand sweter z 100% wełny jagnięcej, w celu uszycia gatek dla córki. Z pozostałej części powstały kule. Przepis znalazłam na Pinterest. Wystarczy pociąć sweter na paski i zwinąć w kulkę. Końcówkę najlepiej przyszyć, żeby się nie rozwinęły. Użyłam też do zrobienia jednej kuli włóczkę wełnianą, nic by z niej nie powstało bo była mocno gryząca. 






Ciasno zwinięte kule wkładamy do nogawki rajstopy i przewiązujemy węzełkami.




Teraz trzeba kule sfilcować. Najlepiej wyprać je w wysokiej temperaturze. Ja dla pewności najpierw zamoczyłam we wrzątku, potem zalałam zimną wodą. Następnie wyprałam w 60 stopniach z innym praniem i wysuszyłam w suszarce dwa razy. Po tym zabiegu, kule wyraźnie się skurczyły, więc wyjęłam je z rajstopy.



A oto efekt końcowy :)

środa, 23 sierpnia 2017

Uszyłam spodnie dresowe w nietoperze

            Na święta dostałam prezent, o którym dawno marzyłam. Wyczekany i wytęskniony. Maszynę do szycia. Nie powiem, trochę się obawiałam, widząc ile nerwów kosztowało moją mamę podwinięcie nogawek spodni na starym rozregulowanym łuczniku. Pierwsze próby były, co tu dużo mówić, niesatysfakcjonujące, oględnie mówiąc. Ale to chyba jak z jazdą na rowerze, im więcej i częściej siada się do maszyny, tym lepsze efekty. Do tej pory, głównie zwężałam spodnie, albo skracałam. Ale odważyłam się, kupiłam metr dresówki, z myślą o uszyciu otulacza dla córeczki. Otulacz powstał, byłam z niego bardzo zadowolona, ale córa długo w nim nie pospała, odmówiła w upały ścisłego otulania i pożegnaliśmy się z tym ustrojstwem z niemałą ulgą.

Tak się prezentował :) Wykrój zrobiłam odwrotnie i nietoperze są do góry nogami.

Jako że zostało mi sporo materiału, postanowiłam uszyć synowi spodnie dresowe. Przedszkolakowi nigdy dość takich spodni, kto ma czterolatka w domu ten wie o czym mówię. Zbierałam się za ten projekt kilka dni. Mając w domu 6 miesięczną córkę i syna w wieku 4 lat, ciężko znaleźć na swoje hobby czas. Wykrój zrobiłam na wzór spodni, które fajnie leżą na synu, a i tak wyszły troszkę szersze niż prototyp. A mój szczypior musi mieć wąskie spodnie :) Nieskromnie powiem, że jestem z siebie dumna :D Całkiem zgrabne wyszły, a ja zamierzam zrobić kolejne zamówienie w sklepie z materiałami. 
Ozdobiłam niebieskim szwem

Tak się prezentują
A tak na modelu :) Model z tylko nogi prezentuje, bo już pognał do swoich zajęć, nie będzie dłużej matce pozował.

W pasie jest gumka, a ściągacze z recyklingu - wyprułam z za małych spodni, które przerobię na krótkie spodenki.

Wciągnęło mnie też szycie przytulanek, szyłam też gatki wełniane - otulacz na pupę córy. Mam masę pomysłów w głowie, na razie tylko parę zrealizowałam, ale to innym razem.




środa, 4 maja 2016

Malowanie szafek kuchennych - metamorfoza kuchni za mniej niż 200 złotych

Witajcie :)

Moja kuchnia ma jakieś 4 i pół roku. Bardzo ją lubię, wszystko mam w niej przemyślane. Jedyne co bym zmieniła to metraż :D No ale to nierealne jest. Kupiliśmy ją w Ikea, skręcaliśmy z małą pomocą teścia i mojego taty. Nerwów mnie to sporo kosztowało, nie jest idealnie, nie wszędzie trzyma poziom ale i tak ją polubiłam od razu.

Tak wyglądała kuchnia przed remontem i naszym wprowadzeniem się:
Tak w trakcie demolki



A tak po złożeniu i przygładzeniu, już w trakcie użytkowania





Potem doszły czarne płytki nad blatem i trochę półeczek, w dziurze pojawiła się jeszcze jedna szafka, dziwnym trafem nie mam zdjęć :D Nie zrobiłam też zdjęć aktualnego wyglądu, wzięłam się do roboty, a pomyślałam o tym żeby uwiecznić jak już było za późno. Trudno. Po 4 latach użytkowania już tak ładnie nie wyglądała. Przy dużym udziale naszego syna kuchnia została wzbogacona o kilka rys i plam. Delikatnie też zżółkła i przy zmywarce i zlewie pojawiła się siateczka pęknięć. Początkowo zastanawialiśmy się nad wymianą samych frontów, była jeszcze możliwość zakupu starego systemu z Ikea. Po przemyśleniu,stwierdziliśmy że wymienić zawsze zdążymy, niekoniecznie na fronty Ikea. Postanowiliśmy pomalować fronty. Bałam się trochę zwykłej akrylowej farby. Wybór padł na tablicówkę. Nie chciałam czarnej, ale na rynku pojawiła się farba  tablicowa przeznaczona do barwienia. Możemy mieć każdy kolor, jaki nam się zamarzy - Tikkurila Liitu Blackboard Paint.
Zdziwiłam się jej wydajnością. Kupiłam jedną puszkę 0,9 litra, pomalowałam wszystkie fronty dwukrotnie, a zostało mi jeszcze jakieś 1/4 puszki. Jeśli chodzi o kolor, to jak ktoś mnie zna to zgadnie od razu, szary :) Numer koloru z palety NCS to S2500N Zmieniłam też uchwyty.






W trakcie malowania


A to już efekt końcowy :)




Cała metamorfoza kuchni kosztowała mnie około 200 złotych, a mam wrażenie jakbym kupiła nowe meble. Siedzę z kawą i nie mogę się przestać gapić na efekt. Podoba Wam się?





wtorek, 2 lutego 2016

Okrągłe pudełka po klockach w nowej odsłonie

               Syn ma sporo drewnianych klocków. Trafiły do nas w tekturowych mega kolorowych pudełkach. Nie trzymamy jednak klocków w oryginalnych opakowaniach, tylko w gumowym wiadrze. Postanowiłam przerobić te tekturowe tuby tak, żeby pasowały do pokoju, a także stały się ozdobą. 
               Zostało mi trochę jasnoszarej farby z malowania drzwi, kupiłam czarny barwnik, szarą okleinę w gwiazdki i zabrałam się do dzieła.
              Jeden wieczór i oto efekty  :) 


poniedziałek, 16 listopada 2015

Ramka z drucianą siatką

        


          Jakiś czas temu na Pinterest  naoglądałam się zdjęć fajnych ramek, które zamiast zdjęć, miały wewnątrz siatkę metalową. Co najważniejsze, całkiem łatwo można taką ramkę zrobić w domu własnoręcznie. 





         Kupiłam ramkę na zdjęcia, wyjęłam szybkę i tył. Odcięłam nożycami do metalu odpowiedni kawałek siatki, z lekkim zapasem. Przy pomocy takera przyczepiłam siatkę do tylnej strony ramki.







Prawda że proste?