piątek, 11 października 2013

Idą zmiany...

Póki nie urodziłam dziecka, nie sądziłam, że moje mieszkanie to niemal pole minowe i plac zabaw w jednym. Robiąc remont wcale nie myślałam o ewentualnym potomku. Efekt jest taki, że jutro zaczynamy akcję – przystosowujemy mieszkanie do potrzeb coraz bardziej mobilnego dziecka. Młody upodobał sobie, nie wiedzieć dlaczego, wszelkie kable i kabelki, których kłębowisko wala się za szafką RTV. Kocią miską też nie pogardzi. Ewentualnie kotem, który, umówmy się, zachwycony ciągnięciem za ogon czy futro nie jest. Trzeba też ukrócić wieczne ucieczki z pokoju i radosny pęd w kierunku gniazdek elektrycznych.

Na dniach przekuwanie listwy z prądem i przestawianie telewizora. Tak sobie, ku rozpaczy ślubnego ubzdurałam. Przycinamy blat, z którego zrobimy stolik kawowy. Nie mogę się tylko zdecydować czy go delikatnie rozbielić, przyszarzyć czy jeszcze coś innego wymyślić.  Nie mogę też się doczekać zagospodarowania wnęki obok okna balkonowego, gdzie powstanie biblioteczka, a wysłużony expedt wywędruje do pokoju dziecka. Mam nadzieję że potem będę miała czym się pochwalić. Szukam jakichś inspiracji na tę wnękę i ciężko mi idzie.




Mam dwa stare zdjęcia, poremontowe, sprzed niemal dwóch lat. mieszkaliśmy tam wtedy od kilku dni. Jeszcze wszystko takie czyste, świeże. Ehh łezka się w oku na wspomnienie kręci. Wnęka koło kaloryfera. Planuję zrobić półki od dołu do góry, chyba postawię na biel. Książki są same w sobie fajną plamą koloru.



Czeka też półka do powieszenia w kuchni nad ekspresem do kawy, ale o tym innym razem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz